poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 1

Rozdział 1

Przez całą drogę do szkoły rozmawiałyśmy o ludziach, których poznamy w nowej szkole, nauczycielach, zajęciach dodatkowych... Bo niby o czym mogłyśmy rozmawiać w tym momencie? Byłyśmy tak podekscytowane tym dniem, który w pewnym sensie na dobre miałam zapamiętać, jako wejście w nowy etap życia. Wyobrażałyśmy sobie, że jedna z nas zostanie królową balu absolwentów, że będziemy miały najlepsze wyniki z końcowych testów. I że w końcu znajdziemy miłość.
Ja miałam nadzieję na coś więcej. Miałam nadzieję, że w końcu oderwę się od tego kultu nieistniejącego wszechmogącego i... Zacznę żyć własnym życiem. Czas najwyższy.
Im bardziej zastanawiałam się, czy Bóg rzeczywiście istnieje, i czemu pozwolił Sofii zachorować, tym miałam większą ochotę odwrócenia się od mojej dotychczasowej filozofii życia. Nie rozumiałam tylko, czemu Soff nadal była tak bardzo wierząca. Zupełnie jakby białaczka była nic nieznaczącym epizodem, ale codziennie modliła się i dziękowała Bogu za to, że ją uratował. Ciekawe, czy w tym zamieszaniu zwróciła uwagę na lekarzy, którzy walczyli o jej zdrowie, a nawet życie. Nikt nie wie, jak skończyłaby Sofia, gdyby nie ich pomoc.
  - Sofia, mogę cię o coś spytać? - Zaczęłam inny temat. Musiałam poznać jej zdanie w kwestii, która od kilku miesięcy nie daje mi spokoju.
  - Hm? - Mruknęła tylko, niezbyt zainteresowana, jakby myślała, że chcę ją spytać o kolejną, błahą rzecz na temat nowej szkoły.
  - Nadal wierzysz w Boga? - Zaczęłam nieco cicho i nieśmiało. Wiedziałam, jaka będzie jej odpowiedź. Sofia nie była osobą skomplikowaną. To urodzona romantyczka, w dodatku niezwykle wylewna, jeśli chodzi o swoje przemyślenia i poglądy. Nie miała przede mną tajemnic. Przynajmniej do pewnego czasu.
  - Co to za pytanie? Oczywiście, że tak! A niby kto wyleczył mnie z białaczki? - Odpowiedziała oburzona. To było pewne. Teraz żałowałam tego pytania, bo zaczęła mieć wobec mnie podejrzenia. Zresztą w pełni uzasadnione. - A co, ty nie? Wiedziałam, wiedziałam, że zwątpiłaś! Ostatnio cały czas chodzisz zamyślona. Nie czytasz Biblii, bo twoja zakładka tkwi od miesiąca przy liście do Koryntian, w dodatku opuszczasz msze i spotkania kółka różańcowego! Ładnie to tak okłamywać rodziców? A mnie? Przecież ty nigdy nie kłamałaś. - Naprawdę się wkurzyła. Spojrzała na mnie spod byka i ruszyła szybciej, zostawiając mnie w tyle. Nie biegłam za nią, bo nie widziałam sensu wyjaśniania jej, że to normalne, że człowiek ma chwile zwątpienia. I tak bym ją okłamała. Nie miałam już wątpliwości, że Bóg nie istnieje. Oznajmienie tego siostrze niezbyt mi się udało. W przypadku rodziców muszę być delikatniejsza.


* * *
Pierwsza lekcja przebiegła normalnie. Nie potrafimy być z siostrą skłócone na długo, więc gdy dotarłam przed drzwi wejściowe szkoły, Sofia rzuciła mi się na szyję, przepraszała za swój wybuch złości i błagała o wybaczenie. Powiedziałam tylko „nic się nie stało” i temat się zakończył. Zakończył się dla Sofii. Chyba myślała, że żartuję z tym odwróceniem się od Kościoła. Postanowiłam, że po powrocie do domu porozmawiam z nią jeszcze raz.
Gdy do uszu uczniów i nauczycieli dotarł drażniący, a zarazem zbawienny dźwięk szkolnego dzwonka, większość uczniów udała się na stołówkę. Ja i Sofia również postanowiłyśmy tam iść, by zwiększyć prawdopodobieństwo nawiązania nowych znajomości
Dotarłszy na miejsce zauważyłyśmy, jak silny w tej szkole było zjawisko kolektywizmu. Każdy stolik zajmowała inna subkultura. Punki, alternatywni, hipisi, kujoni, sportowcy, wyrzutki... No i są. Ci religijni. Sofia od razu ruszyła w ich stronę, a ja stanęłam w miejscu i nie wiedziałam dokąd iść. Moja wiara w Boga była już na tyle znikoma, że nie czułam się częścią Kościoła. I cieszyłam się z tego.
Rozejrzałam się po dość dużej sali i zastanawiałam się nad opcją zjedzenia drugiego śniadania w łazience, gdy spotkałam się wzrokiem z dziewczyną ze stolika „alternatywnych”. Od razu w oczy rzucił mi się jej naszyjnik z wisiorkiem przypominającym trójkąt. Patrzyłyśmy tak na siebie dłuższą chwilę, aż ona skinieniem ręki i szerokim uśmiechem zaprosiła mnie do stolika.
„Rusz się, idiotko, powinnaś w końcu poznać kogoś normalnego” pomyślałam. Zebrałam się na odwagę i szybkim krokiem ruszyłam, lecz po kilku krokach moja wymuszona pewność siebie zaczęła stopniowo spadać. Odwróciłam głowię w stronę Soff, która odprowadzała mnie wzrokiem, który mógł zabić. Wtedy już zupełnie straciłam wiarę w siebie. Nadal jednak zachowałam (całkowicie autentyczny) uśmiech na twarzy, bo naprawdę chciałam poznać kogoś, kto nie jest fanatykiem religijnym i nie jest moją bliźniaczką.
  - Hej! Fajnie, że jednak przyszłaś! - Ciemnowłosa dziewczyna przywitała mnie niespodziewanym entuzjazmem. Reszta osób ze stolika byłe wobec mnie nieco bardziej sceptycznie nastawiona; w ich przypadku skończyło się tylko na podejrzliwych spojrzeniach w moją stronę.
  - Tak, ja też się cieszę. - Odpowiedziałam nieśmiało. „Nie no, wspaniale, może jeszcze założysz sobie worek na głowę i zaczniesz ryczeć, bo nikogo tu nie znasz. Biedactwo”. Łał, może i się zmieniłam, ale jedno w moim charakterze pozostało stałe– nadal byłam cholernie samokrytyczna.
  - Jestem Emma... A tamtej reszty znać nie musisz. - Przedstawiła się i wyciągnęła rękę w moją stronę. Pierwsze wrażenie – Na pewno jest bezpośrednia.
  - Miło mi, jestem Mary. - Głupio byłoby nie zrewanżować się swoim imieniem, ale gdy tylko je wypowiedziałam, w oczach Emmy rozbłysły radosne iskierki.
  - Serio? Serio masz na imię Mary? Słyszeliście? Ona ma na imię Mary! - Wszyscy siedzący przy stoliku zaczęli się śmiać. No świetnie. Kto by pomyślał, że nawet imię może człowieka wkopać towarzysko?
  - Um... Wybacz, ale nie rozumiem, co się dzieje... - Powiedziałam nieco skonsternowana zaistniałą sytuacją. Emma uśmiechnęła się szeroko i spytała:
  - Masz może mp3? Ipoda? - Pokręciłam przecząco głową. Na to ona wyciągnęła w torby w tym samym trójkątem, który miała zawieszony na szyi, swojego iPoda. - Proszę. Poszukaj w spisie piosenek Buddha For Mary i posłuchaj jej, ale dopiero, gdy wrócisz do domu. - Ostatnie zdanie powiedziała o wiele wymowniej niż pozostałość swojej wypowiedzi. Przytaknęłam głową, na to ona chwyciła moją lewą rękę i napisała na niej swój numer telefonu. - Zadzwoń do mnie, gdy już ją przesłuchasz.
  - Tak, nie ma sprawy. - Odparłam. Rzuciłam wzrokiem na odtwarzacz i numer telefonu, po czym spojrzałam na Emmę. Już ją uwielbiałam. Była dla mnie taka miła, widziała, że się denerwuję i nie chciała, bym czuła się przy nich nieswojo.
  - Co tak stoisz? Siadaj, najlepiej obok mnie. - Wzięła swoją torbę z miejsca siedzącego przy stoliku i położyła ją na ziemi, tym samym robiąc dla mnie miejsce. Usiadłam grzecznie i od razu zauważyłam, że nie tylko Emma ma taki naszyjnik. „O Chryste, wpakowałam się w jakąś sektę?” - tego typu spekulacje zapełniły mój umysł. Tę wątpliwość musiałam szybko wyjaśnić.
 - Wybaczcie, że pytam, ale... Co oznaczają wasze naszyjniki? - Nie miałam poczucia, że zadałam niewygodne pytanie. Pewnie nie ja pierwsza i nie ostatnia się nad tym głowię.
  - Ha! Młodą ciągnie już do Echelonu, a dopiero nas poznała! - Rzucił chłopak z kolczykiem w wardze.
  - Zamknij się, Evan! Po pierwsze to chyba jasne! To przeznaczenie sprawiło, że Mary znalazła się tutaj z nami, a po drugie nie paplaj tyle, bo zniszczysz element zaskoczenia. - Warknęła Emma. - Nie przejmuj się, M, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Kto wie, może to nastąpi o wiele szybciej, niż myślimy... - Powiedziała tajemniczo dziewczyna. Wyciągnęła komórkę i zaczęła pisać dość długiego, jak się później okazało, esemesa. Mogłam jej się wtedy lepiej przyjrzeć.
Miała ładne, długie, czarne włosy, bladą cerę i duże, niebieskie oczy. Lubiła mocny makijaż, co zdziwiło mnie, bo myślałam, że prywatne szkoły mają raczej surowe zasady. Była bardzo chuda, ale to może była tylko kwestia genów. Wątpię, że była anorektyczną, bo na jej talerzu było dość sporo jedzenia, które szybko znikało, za jej sprawą, oczywiście. No cóż, los nie jest sprawiedliwy. Łał, zamiast „Bóg” mówię „los”. Ciekawe, że tak szybko zmieniła swoje nastawienie wobec całego mojego dotychczasowego życia. Biedna babcia Anna, pewnie przewraca się w grobie. Nadal nosiłam medalik, który podarowała mi na chrzciny, ale nie ściągałam go dlatego, że wciąż wierzyłam w zaklęte w kawałku srebra bóstwo. Naszyjnik miał dla mnie wartość sentymentalną.
Po kilku chwilach od wysłania wiadomości tekstowej przez Mary, rozległ się dźwięk telefonów osób siedzących przy stoliku. Gdy wszyscy przeczytali treść, rozległ się ich euforyczny okrzyk. Chyba tylko ja nie wiedziałam co się dzieje.
  - Czemu nic nie mówiłaś? O mój Boże, musimy tam być! - Rzuciła jedna z dziewczyn.
  - Dowiedziałam się dziś rano i od razu kupiłam nam bilety! - Powiedziała Emma. Widać było, że cała grupa przejęła się jakimś tajemniczym wydarzeniem.
  - Wybaczcie, że pytam, ale... O czym wy mówicie? - Spytałam.
  - No tak, trzeba kupić też bilet Mary. Nie może cię tam zabraknąć. - Powiedziała rozentuzjazmowana Emma. Pewnie też bym się cieszyła z tego wydarzenia, gdybym wiedziała o co chodzi.
  - Wszystkiego dowiesz się wieczorem. - Rzuciła. Tak więc siedziałam przy ludziach, którzy prawdopodobnie należą do jakiegoś gangu i znaleźli sobie kolejną ofiarę, którą chcą omamić i sobie podporządkować. A to podniecenie moim imieniem było pewnie tylko chwytem, który miał sprawić, że poczuję się wyjątkowa. Miałam ochotę stamtąd uciec, ale teraz już chyba było za późno.
  - Hej, Emma, mam prośbę... Czy mogłabyś kupić też bilet mojej siostrze? Wybacz, że cię o to proszę, ale bez siostry czuję się trochę, jak bez ręki. - Poprosiłam. Miałam nadzieję, że mnie zrozumie i nie będę musiała opowiadać, co przeszłyśmy przez ostatnie wakacje.
  - Tak, nie ma sprawy. Ale czy ona nie będzie przypadkiem zbyt... Drętwa? - Spytała dość ostrożnie. Pewnie nie chciała mnie urazić. Miło z jej strony, ale już za długo obchodzą się ze mną i Sofią, jak z jajkiem. - No wiesz, tam gdzie idziemy trzeba być nieco wyluzowanym i odrzucić wszystkie przynależności oprócz jednej... - Wyjaśniła, po czym wszyscy siedzący przy stoliku przyznali jej rację, przytakując głową.
  - Zajmę się tym. - Powiedziałam. Chciałam spytać jeszcze gdzie ma odbyć się to „wydarzenie”, ale dzwonek skutecznie uniemożliwił mi zadanie pytania. Zebrałam się szybko, wstałam z ławki i wyszłam ze stołówki, by udać się na lekcję angielskiego. Przez cały dzień zastanawiałam się, czy pójście z Emmą i jej przyjaciółmi na, przypuszczam, jakąś tajemniczą, zamkniętą imprezę dla tych „wybranych” jest dobrym pomysłem. I czy ciągnięcie ze sobą Soff ma jakiś sens. Bo co, jeśli wygada wszystko rodzicom? Mogłabym skłamać im, że idziemy na szkolną imprezę, czy wyjeżdżamy na szkolną wycieczkę , ale siostra nie potrafi łgać i zapewne poleciałaby do rodziców z płaczem, wskutek czego wygadałaby wszystko, co leży jej na sercu.

Po skończonych lekcjach ojciec przyjechał po nas i zawiózł do domu. Gdy tylko weszłam do środka, pobiegłam na górę do pokoju mojego i Sofii, torbę z książkami rzuciłam w kąt, z kieszeni marynarki wyciągnęłam iPoda Emmy i położyłam się na łóżku. „Cholera, jak nazywała się ta piosenka?” spytałam szeptem samą siebie i zaczęłam buszować w spisie piosenek. Może, gdy zobaczę tytuł, to przypomnę sobie i jej w końcu posłucham. „Zaraz, zaraz... Wiem, że w tytule jest moje imię. Ha, to będzie łatwe”. Wpisałam w wyszukiwarkę utworów „Mary”. Pokazał się tylko jeden tytuł. Wcisnęłam Play i zamknęłam oczy. Moja reakcja była... Specyficzna. Przez prawie sześć minut trwania piosenki nie mogłam wydusić z siebie słowa. Myślałam jedynie o perfekcji utworu. Im więcej razy jej słuchałam, tym mocniej zamykałam się w sobie i zastanawiałam się nad słowami, które Em powiedziała podczas przerwy „to przeznaczenie, że Mary znalazła się tutaj z nami”. Może to dziwne, ale dla mnie miało sens. Od tego momentu pokochałam piosenkę, która zmieniła życie moje i Sofii. Już nie mogłam doczekać się wieczornej rozmowy z Emmą.

1 komentarz:

  1. podoba mi sie.
    Czytam.
    Mozesz informowac na tt? @feelmovebe


    ps. Nie wysrodkowywuj tekstu, popelnialam ten sam blad.

    OdpowiedzUsuń