piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 3


  - Ale... Ale jak to? - Spytałam zdezorientowana. Musiałam mieć bardzo głupią minę, bo muzycy ledwo powstrzymywali śmiech. Jakże miło z ich strony, że jednak nie wybuchnęli nim prosto w moją twarz. - Jak ich tu ściągnęłaś?

  - Starszy brat Evana, Jim, studiował edycję filmów w Londynie i robił ich filmy koncertowe z Europy. Dobra, koniec pytań, idź i się przywitaj. - Emma wyszeptała do mojego ucha, lecz ja nie mogłam się ruszyć. Stałam tylko i patrzyłam na mężczyznę siedzącego pomiędzy dwoma innymi członkami zespołu. Miał takie niebieskie oczy... Nie mogłam przestać, jego wzrok mnie zahipnotyzował. Patrzyliśmy tak na siebie dłuższą chwilę, ale Emma wyrwała mnie z tego cudownego transu, popychając mnie w jego... A raczej w ich stronę. Zaczęła przedstawiać mnie, zaczynając od faceta o kruczoczarnych włosach, który siedział po lewej stronie dużej, skórzanej kanapy w kolorze... Kości słoniowej? Hm, nigdy nie byłam zbyt dobra w rozróżnianiu kolorów. 
  - To jest Tomo. - Powiedziała Emma. 
  - Tomo to skrót? - Spytałam. Nie byłam pewna czy przypadkiem nie zadaję durnego pytania, na które wszyscy znają odpowiedź. Wszyscy prócz mnie. 
  - Ha! Mamy tu bystrzachę! - Wykrzyknął euforycznie Tomo. Wstał i objął mnie ramieniem, po czym zbyt mocno przytulił. Czułam się jak na uroczystości rodzinnej, gdy jakiś daleki i bliżej nieznany mi krewny lepi się do mnie, jakbyśmy znali się całe życie. - Tak naprawdę Tomislav, ale wypowiadanie mojego pełnego imienia męczy nawet mnie. - Zachichotał Tomo. W sumie nie był taki zły. Wyglądał trochę, jak Jezus... Zaraz, czy ja naprawdę tak pomyślałam?
  - To... fajnie. - Byłam tak sparaliżowana, że trudno było powiedzieć mi coś dłuższego niż zdanie składające się z więcej niż czterech słów i nadać mu jakikolwiek sens. Na szczęście Emma wyrwała mnie z objęć Marsowego Chrystusa i wzięła pod rękę. 
  - Jared, to Mary. - Przedstawiła mnie Em. To był on. On i jego niebieskie tęczówki. Ech, co durny kolor zwykłego narządu wzroku może zrobić z człowiekiem...
  - Mary? Na serio? - Zdziwił się Jared. „Zdziwił” w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Widać nie tylko Emma, Evan i inni moi „koledzy” byli w szoku. - Mała Em mówiła nam o twojej niesamowitej historii, ale najlepsze zostawiła na koniec.
  - Bo ja nie lubię psuć niespodzianek. - Wtrąciła Emma, chichocząc pod nosem. Najwyraźniej to, co brała kilka godzin temu nadal na nią działa. - Poza tym Mary jest zbyt wyjątkowa, by zdradzać o niej za dużo. - Dodała po chwili. Nie wiem czemu była dla mnie taka miła. Mam nadzieję, że nie była typem „przyjaciółki”, która przy tobie traktuje cię jak ósmy cud świata, a gdy tylko znikniesz z jej wzroku, potrafi obsmarować twój najmniejszy błąd. Wbicie komuś noża w plecy jest o wiele gorsze niż wypomnienie czegoś drugiej osobie prosto w twarz.
  - Nie dziwię się. To byłoby duże niedopatrzenie z twojej strony, Emmo. Ale bardziej ciekawi mnie, czy Mary rzeczywiście jest tą Mary? - Jared chyba myślał na głos. Przekonało mnie o tym jego nieobecne spojrzenie. Matko, nie mogłam oderwać się od jego oczu. Co prawda oczy Em też były niebieskie, ale... To nie jest ten sam błękit. Widzieć jego wzrok, to jakby zobaczyć niebo całego świata w jednym, magicznym miejscu, do którego nikt, oprócz mnie, nie ma dostępu.
  - Gdybyś tylko wiedział... - Mnie najwidoczniej udzieliło się jego głośne myślenie. Choć w moim przypadku to było raczej mruknięcie niż pełna wypowiedź.
  - Co powiedziałaś? - Spytał mężczyzna, a ja zamarłam. O Boże, te zagmatwane rozmyślania, które od miesięcy niszczą moją psychikę wydostały się na zewnątrz. Po co będę truła nimi umysły innych? Szybko zmieniłam temat, a swój brak pewności siebie starałam nadrabiać sztucznym uśmiechem. Czułam, że jestem coraz bardziej trzeźwa. Musiałam się napić, lub może wziąć coś mocniejszego.
  - Nie, nic. Tak tylko głośno myślę... - W sumie powiedziałam prawdę. Rzeczywiście głośno myślałam, a treść nie powinna mieć znaczenia dla nikogo, prócz mnie i mojej siostry... Właśnie... Gdzie jest Sofia? - Emma, widziałaś gdzieś Sofię? - Spytałam cichym tonem. Czułam, że ze zdenerwowania tracę głos. Nie mogłam być bez siostry dłużej niż dwadzieścia minut. To dziwne, ale bliźniaki nie czują się dobrze bez swojej drugiej biologicznej połówki.
  - Czyli mamy ze sobą coś wspólnego. - Skwitował. 
  - Dobra, koniec tych pogaduszek, bo w końcu nie poznasz jednego w najfajniejszych ludzi chodzących po tej planecie. - Oznajmiła radośnie Emma, po czym władowała się na kolana ostatniego muzyka z zespołu, któremu nie zostałam jeszcze przedstawiona. - Mary, oto Shannon Leto, starszy brat Jareda i mój przyszły mąż. - Powiedziała roześmiana ciemnowłosa.
  - Tak... Bardzo mi miło, Shannon, ale chciałam spytać Emmę... Zaraz, czy to przypadkiem... - Chciałam dokończyć, z czym kojarzy mi się jego imię, ale nie chciał dać mi dokończyć.
  - No kurwa, ona też mi powie, że mam babskie imię? - Spytał z wyrzutem Shann.
  - W sumie chodziło mi o rzekę Shannon w Irlandii, ale rzeczywiście, masz babskie imię. - W salonie zapadła krępująca cisza, lecz po chwili wszyscy, oprócz Shannona, wybuchnęli śmiechem. Ja się nie śmiałam, nie mogłam przestać myśleć o Sofii. Na początku jej stan był zabawny, bo zapomniałam, że mimo naszych planów spędzenia tej nocy na zabawie, powinnam uważać na zdrowie i bezpieczeństwo siostry.
  - Emma! Widziałaś gdzieś Sofię? - Spytałam jeszcze raz, jednak tym razem nieco ostrzej. Im dłużej przebywałam tam bez Soff, tym bardziej denerwowałam się swoją samotnością. Obecność Emmy przy mnie nie miała dla mnie wielkiego znaczenia, gdy nie wiedziałam, gdzie jest Sofia.
  - Co się drzesz, M? Zamknęła się w łazience, bo zbierało jej się na pawia... - Rzuciła Emma, gładząc po policzku Shannona.
  - Dziewczyno, przerażasz mnie... Ale to całkiem fajne, więc nie przestawaj. - „Trafił swój na swego”, pomyślałam. Jared i Tomo gadali ze sobą, czasem spoglądając na mnie. Zastanawiali się pewnie, czy może jednak nawiązać ze mną jakąś rozmowę, ale nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Oczywiście miałam nadzieję, że Jared znajdzie dla mnie czas i opowie mi więcej o „Buddha For Mary”, ale to był akurat priorytet drugiego stopnia. Musiałam iść i zobaczyć jak czuje się Sofia.
Moje rozszarpane nerwy uspokoiły się, gdy zobaczyłam Sofię siedzącą na sedesie pomieszczenia, które było bardzo... Białe. Gdyby nie toaleta, lustro i wymiociny na podłodze, pomyślałabym, że to prosektorium. Łazienka była jedynym miejscem, które wyglądało, jak świątynia spokoju. Reszta pokojów przypominała raczej mieszkanie ekstrawaganckiego rockmana – Kolorowe ściany pomazane sprayami do graffiti i markerami, plakaty, płyty winylowe, lampy z lawą żywcem wzięte z lat siedemdziesiątych. I pomyśleć, że jego rodzice się na to godzą...
  - Kiedyś cię zabiję, Sofia, przysięgam! Jeszcze raz pójdziesz gdzieś beze mnie, a pożałujesz... - Soff, która wyglądała, jak wrak człowieka, pomachała tylko na mnie ręką, po czym powiedziała zachrypłym głosem:
  - Przestań, nic mi nie jest. To tylko piwo. Poprosiłam Evana, żeby pozwolił mi u niego spać i zobaczysz, za kilka godzin będę jak nowo narodzona. - Powiedziała i wyciągnęła rękę w moją stronę. Nie do końca wiedziałam o co jej chodziło, ale Soff szybko dodała do swego gestu: - No pomóż mi. Sama tam nie dotrę. - Kilka minut później leżałam z Sofią w łóżku Evana.
  - No i co, jak się bawisz? - Spytałam z wyraźną ironią w głosie.
  - Ja? Wspaniale, i nie, nie będę żałować, że tyle wypiłam. Możesz mówić co chcesz, ale i tak nie popsujesz mi tej nocy - Roześmiała się Soff. Dobrze, że miała pozytywne nastawienie. W końcu o to wszystkim od początku chodziło; nikt nie chciał, by czuła się gorzej po chorobie i mogę z dumą stwierdzić, że w dużej mierze przyczyniłam się do poprawienia jej humoru na lepsze.
Leżałyśmy jeszcze tak przez kilkanaście minut, gadając o swoich przeżyciach na pierwszej imprezie, śmiałyśmy się z wyczynów naszych i ludzi, których obserwowałyśmy podczas zabawy. Sofia zaczęła śmiać się szczególnie, gdy opowiedziałam jej o tym, jak Emma zachowywała się w obecności Shannona. 
  - Hahaha, szkoda, że mnie tam nie było. - Stwierdziła Soff. Widać, że cieszyła się moim szczęściem. Patrzyła na mnie i jakby napawała się dobrym humorem, który we mnie trwał – Pewnie jesteś szczęśliwa, że poznałaś swoich idoli, co?
  - Szczęśliwa to za mało powiedziane. Ale jeszcze nie czuję się częścią Echelonu. Za szybko to wszystko się dzieje – Stwierdziłam po chwili namysły. W sumie ten dzień był najbardziej zwariowanym w moim życiu. Jednego dnia poznałam tylu wspaniałych ludzi, znalazłam piosenkę mojego życia, a w dodatku poznałam ludzi, którzy ją stworzyli. Ta noc na sto procent miała zaowocować czymś więcej.
  - Wiesz, Mary, kocham cię. Nie zapominaj o tym. - Powiedziała Soff, po czym zaczęła powoli zasypiać. Wolałam nic więcej nie dodawać, żeby nie wytrącić jej z „transu”, który zapewne został spowodowany szumem muzyki zza ściany i tym przytulnym uczuciem, które czuło się w sypialni. Zeszłam z łóżka najdelikatniej i najciszej, jak tylko zdołałam i szybko wyszłam z pokoju, cicho zamykając drzwi, co tak naprawdę nie miało sensu. Przez muzykę nie usłyszałaby nawet trzasku. Mam nadzieję, że nikt tam nie wejdzie, a Sofia zregeneruje się i wróci do normalnego stanu.
Nie było mnie w salonie zaledwie pół godziny, a pokój zupełnie się zmienił. Wyglądał raczej jak jakiś klub. Wszystkie światła były zgaszone. Wszystkie, oprócz kolorowych świateł, które pulsowały w rytm muzyki, która zresztą też uległa zmianie. Wcześniej grał stary, dobry rock and roll, teraz jednak zastąpiły go dubstepowe brzmienia, które raczej nie nadają się do słuchania. To muzyka typowa do bezsensownych pląsów.
Próbowałam znaleźć gdzieś Emmę. Tym razem nie było to trudne – Em siedziała na przesuniętej w kąt pokoju kanapie, obściskując się z Shannonem, który, nie oszukujmy się, był dla niej zbyt stary. Podobno to charakter jest najważniejszy, ale ten widok był dla mnie dość nietypowy.
  - Hej, Emma... Wiesz, ja chyba już pójdę. - Gdy powiedziałam Em o swoich zamiarach, ona oderwała się od Shanna, który był zdezorientowany sytuacją, ale mimo to nie chciał puścić Emmy.
  - Zostaw mnie, napaleńcu! - Krzyczała ze śmiechem brunetka. Ten w końcu ją posłuchał, a Em wzięła mnie za rękę i poprowadziła do łazienki. Weszłyśmy do środka, a dziewczyna zamknęła nas od wewnątrz – O nie, nigdzie nie idziesz! Masz tu zostać i się z nami bawić! Mam tu coś, co cię rozbudzi do samego rana. - Powiedziała, po czym wyciągnęła z szafki pod zlewem małą torebeczkę z białym proszkiem, studolarówkę, metalową blaszkę i złotą kartę kredytową. Wszystko położyła na ziemi, po czym kazała mi na niej usiąść. „Kokaina. Ona chce dać mi kokainę”, pomyślałam. Rozsypała niewielką ilość na metal, po czym, z pomocą karty, zaczęła tworzyć małe, białe ścieżki.
  - Co... Co to jest? - Nie wiem czemu spytałam o coś tak oczywistego. Pewnie nie do końca wierzyłam, że Emma próbuje obudzić mnie narkotykiem, ale, nie wiedząc czemu, ufałam jej. Nie robiła tego w złej wierze, chciała tylko, bym dobrze się bawiła.
Nie bój się, to tylko pomoże ci się wyluzować na dłużej, niż alkohol. Tylko lepiej nic już nie pij, bo to może być dla ciebie niebezpieczne. - Ostrzegła. No właśnie, gdyby jej na mnie nie zależało, to nie powiedziałaby mi o tym. Martwiła się o mnie i chciała dla mnie jak najlepiej. I za to ją kochałam. 
  - Dobrze. Zróbmy to. - Powiedziałam, wzdychając ciężko. Wlepiłam wzrok w dwie ścieżki; jedna była większa, pewnie dla Emmy. Dla mnie zrobiła tę mniejszą.
  - No, to może pokażę ci, jak to się robi. - Rzuciła Em, po czym wzięła studolarówkę i zwinęła ją w rulonik. - Wciągnij szybko, bo inaczej ból zatok cię zabije. - Roześmiała się, po czym wciągnęła proszek techniką, którą wcześniej przedstawiła mi w teorii. Parę razy przetarła nos ręką, a następnie przekazała mi banknot, mówiąc: - Teraz twoja kolej. Wzięłam rulonik do ręki i przystawiłam ją do kreski. Moja głowa podążyła za nim, a nos ustawiłam przy dziurze wylotowej. Zrobiłam to tak, jak kazała mi Emma – Poszło szybko, aczkolwiek nos piekł. Trwało to kilka chwil, ale cały ból zniknął, a denerwujące mnie od jakiegoś czasu głosy, które zalęgły się w mojej głowie ucichły. Znalazłam ukojenie.
Nie byłam sobą. Emma była przyzwyczajona do efektów kokainy, ale ja zupełnie nie panowałam nad ciałem i umysłem, więc musiałam poprosić przyjaciółkę, żeby pomogła wyjść mi z łazienki i zaprowadzić do salonu. Rzeczywiście byłam pobudzona, jednak mentalnie czułam się otępiona. Ten stan trwał u mnie przez bliżej nieokreślony czas, ale im dłużej tańczyłam z Emmą w rytm muzyki, tym swobodniej się czułam. Rzeczywiście było lepiej. Fizycznie i psychicznie. 
Tańczyłam, nie przejmując się niczym, co jeszcze rano nie dawało mi żyć. Strona mojej osobowości, która sprawiała, że staję się nieśmiała przy nieznajomych, która ma zaprogramowane przyzwoite zachowanie i pewne granice, których przekroczenie wywołałoby u mnie załamanie nerwowe, została ukryta na dnie mojej podświadomości. Zamiast tego ujawniła się Mary, która lubiła zabawę. I w tym przypadku „zabawa” nie oznaczała niewinnych potańcówek i palenia fajek z kumplami w łazience.
Musiałam nieźle się wyginać, bo niejeden facet wbijał we mnie swój wygłodniały wzrok. Oczywiście żaden nie podszedł, bo Emma skutecznie ich odstraszała, ale w końcu i tak ją straciłam, gdy powiedziała, że „idzie na górę” i zniknęła na dobre. Nie przejmowałam się swoją samotnością i tańczyłam dalej, dopóki ktoś nie złapał mnie za biodra i nie zaczął poruszać się ze mną w dość prosty rytm muzyki. Chciałam odwrócić się i zobaczyć kim jest osoba, która tak bezpruderyjnie postanowiła ze mną zatańczyć, ale silne męskie ręce mojego „partnera” trzymające mnie kurczowo za dolne partie ciała nie pozwoliły mi dostrzec twarzy. Widziałam tylko kolorowe bransoletki na jego nadgarstkach. Taniec ten trwał dłuższy moment, aż nieznajomy złapał moją rękę i zaciągnął na korytarz, który był ogarnięty totalną ciemnością, którą od czasu do czasu załamywały światła dobiegające z salonu. Mężczyzna przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Po chwili włączyły się jego ręce, wędrujące po całym moim ciele. O Chryste, chyba nigdy jeszcze nie widziałam bardziej napalonego faceta. Nawet starszy Leto z nim przegrywa. 
Na początku nie opierałam się namolnym wargom, ale wciąż czułam lekkie otępienie spowodowane kokainą. Albo było to tylko moje usprawiedliwienie... Nie mogłam nic zrobić, on dominował nade mną, a ja mogłam tylko poddać się jego „grze”. 
  - Pójdźmy do sypialni. - Wyszeptał mi do ucha. „O nie, całowanie to jedno, ale na seks jeszcze za wcześnie, moja droga”, pomyślałam. „Zmyl go jakoś i uciekaj!”
  - Ty idź. Ja zaraz przyjdę. - Powiedziałam, próbując uwolnić się z jego objęć. W końcu puścił mnie, a ja pobiegłam na górę. 
Dobrze, że nie chciał zmusić mnie do tego, żebym się z nim przespała. Mimo to czułam się... Tania. Ale moje uczucia nie mają teraz znaczenia. Musiałam znaleźć Emmę i powiedzieć jej, co się stało. Założyłam, że jest na górze, w jednym z pokojów, więc udałam się w górę schodów, a gdy dotarłam na miejsce, zaczęłam zaglądać po kolei do każdego z pomieszczeń. Już nie bawił mnie kopulujących widok par. Gdy nie zobaczyłam w środku nikogo, kto byłby Emmą, po prostu wychodziłam i szukałam dalej. Na szczęście w szóstym, i ostatnim pokoju znalazłam Em. Była z Shannonem, ale, na moje szczęście, do niczego jeszcze nie doszło
  - Wynoś się, Leto! Muszę pogadać z Emmą. - Warknęłam. Czyżbym stawała się złośliwa po zażyciu narkotyków? Och, nad czym ja się zastanawiam? Mam do pogadania z Em i to natychmiast.
  - Brawo, Emi, stworzyłaś potwora. - Rzucił roześmiany Shann. Zszedł z łóżka, pogładził mnie po głowie i dodał: - Nie warcz, mała. Jak będziesz miła, to dostaniesz nagrodę. - I wyszedł.
  - Co za palant. - Rzuciłam z przekąsem, usiadłszy na łóżku obok Emmy.
  - Nie jest palantem. Jest słodki. - Powiedziała Em. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, ale nie byłam pewna czy to przez wspomnienie o Shannie, czy od alkoholu, który popijała od czasu do czasu rozmawiając ze mną.
  - Możliwe... Ale tak naprawdę to nie ma teraz znaczenia. - Wzięłam głęboki wdech, zamknęłam oczy i powiedziałam, co stało się przed kilkoma minutami. - Em... O mało co nie wylądowałabym w łóżku z jakimś facetem.
  - Z jakimś? Czyli co, nie wiesz kim on był? - Spytała zdziwiona Emma. „Nieźle przytkało ją na wiadomość, że staczam się coraz bardziej i gwałtownie.”
  - Nie za bardzo... Chciałam zobaczyć jego twarz, ale nie pozwolił mi na to, a gdy zaczął całować mnie na korytarzu, było zbyt ciemno. Powiedział, żebym poszła z nim do pokoju Evana, ale powiedziałam, że muszę iść do łazienki. - Wyjaśniłam.
  - Do łazienki? A co to za wymówka? - Skrzywiła się Emma.
  - Najważniejsze, że zadziałało! - Powiedziałam oburzona. Dla mnie najważniejsze było, że gość siedzi teraz w sypialni i nie wie gdzie jestem.
  - Zaraz, zaraz... Powiedziałaś, że poszedł do pokoju Evana? A nie ma tam przypadkiem twojej siostry? - Poświęciłam chwilę, by przeanalizować słowa Emmy i wydarzenia sprzed jakiejś godziny. Schorowana Soff leżąca w łazience, pomoc w przejściu jej do sypialni, rozmowa z siostrą i w końcu widok zasypiającej Sofii. O szlag! Sofia! 
  - Emma! Musimy jej pomóc! - Zaczęłam panikować.
  - Spokojnie! Ty tu lepiej zostań. Ja pójdę do Shannona i poproszę go, by sprawdził, czy ten gość wlazł do pokoju i zrobił coś Sofii.
  - O nie! Idę z tobą – Ona chyba oszalała! Przecież nie będę tu siedzieć, jak ta sierota podczas gdy idiota, który się do mnie dobierał, może robić krzywdę mojej siostrze!
Wyszłam z pokoju wraz z Emmą, która najwyraźniej nie była zadowolona z mojej decyzji, ale czy naprawdę tak trudno zrozumieć tę sytuację? Gdyby miała siostrę byłaby bardziej wyrozumiała. Zeszłyśmy na parter, po czym udałyśmy się do piwnicy. Miałam ochotę wparować do sypialni i skręcić kark temu zboczonemu złamasowi, ale Em szybko mnie ostudziła. 
  - Uspokój się, Mary. Zachowujesz się tak przez kokę i uwierz mi, jeśli zrobisz coś temu facetowi, to za kilka godzin będziesz tego żałować. A po co mieć na sumieniu takich idiotów? - „Jakim cudem Emma może tak trzeźwo myśleć?” . Rozpierała mnie energia, a złość wzrastała we mnie z minuty na minutę. Em zaciągnęła mnie do salonu, dała szklankę wody i powtarzała co chwilę „uspokój się, wszystko jest pod kontrolą”. Mimo to czułam się jak wielki kłąb nerwów. Czekałyśmy na starszego brata Leto jakieś piętnaście minut, a gdy Shann w końcu pojawił się w pokoju, w którym siedziałyśmy i powiedział, że pokój zajmuje tylko śpiąca Sofia, odetchnęłam z ulgą. Ba, to mało powiedziane; czułam się, jakbym wygrała na loterii. Jakbym została najbogatszą i najszczęśliwszą osobą na świecie. Boże, jak mogłam postąpić tak nieodpowiedzialnie i zesłać jakiegoś faceta po pokoju, w którym spała zmęczona Sofia? Boję się, że moja wolność, którą od jakiegoś czasu chciałam mieć na własność, za bardzo zawróciła mi w głowie. Czyżbym traciła kontrolę? Mam wrażenie, że zamieniam się w osobę, którą nigdy nie chciałam być... Przynajmniej do czasu, gdy zaczęły się moje wątpliwości...

5 komentarzy:

  1. jest całkiem dobrze. trochę szybko wprowadziłaś kokę i tego typka.
    czekam,
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrz, Claudia przybywa i komentuje. :3
    Na początek - wygląd bloga idzie przeżyć, ale strasznie wkurza mnie brak spisu treści! Jeżeli będziesz miała jakieś problemy czy coś to wal do mnie na Twitterze, możemy zgłosić się do jakiejś szabloniarni ;3
    Prolog nie zrobił na mnie zbytniego wrażenie, dopiero teraz zaczęło coś się dziać i mam nadzieję, że to nie jest kolejne opowiadanie o Mary, która będzie ćpać i będzie z Jaredem, bo to oklepane do bólu. ;_;
    Nie podoba mi się pomysł wprowadzenia narkotyków, ale to może dlatego, że ogólnie nie lubię ich w opowiadaniach, wybacz. :c
    Postać Sofii mnie ciekawi, jestem ciekawa czy zrobi się z niej imprezowiczka... :D
    Podoba mi się to, że zaznaczyłaś, że mocno wierzyły w Boga, plusik dla Ciebie. Jak dla mnie trochę za szybko lecisz z akcją, ale każdy dopiero się uczy, prawda?
    Jestem ciekawa co będzie, gdy Mary i Dziadu spotkają się na koncercie, he, he. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, no wiem, prolog słaby, ale dopiero się rozkręcam ;D . Szablon już zamówiony, a co do innych spraw technicznych napewno do Cb napiszę, bo nie ogarniam Bloggera >.< . I NIE - to nie będzie kolejne opko o romansie Mary z Dziadem, aczkolwiek będzie między nimi specyficzna więź... ALE JUŻ NIC NIE ZDRADZAM! Postaram się trochę zwolnić tempo i popracować nad opisami, to akurat ten rozdział przegadałam...

      Usuń
  3. Mam pytanie, nadal jesteś zainteresowany/a szablonem z Krytycznej Bieli[krytyczna-biel.blogspot.com]?


    Pozdrawiam, Raion

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodasz tu coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń