Prolog
Kciuk w górę jednego z
lekarzy, posłany w stronę przeszklonego pomieszczenia, w którym
siedziałam i oglądałam przebieg operacji uświadomił mi, że
udało się. Spełniłam swój siostrzany obowiązek i uratowałam
bliźniaczkę. Według mnie oczywisty siostrzany obowiązek. Nie
chciałam stracić Sofii. Podobno strata bliskiej osoby, to jakby
strata części siebie, a kto może być człowiekowi bliski bardziej
niż własny bliźniak?
Zaczęło się od
częstych infekcji. Przeziębienia, długie i ciężkie grypy.
Rodzice i lekarze na szczęście zareagowali na czas – w
ekspresowym tempie wystawiono diagnozę. Od razu sprawdzono krew moją
i moich rodziców, gdyby chemioterapia nie pomogła i trzeba było
zrobić przeszczep. Chemioterapia mogłaby zbyt wyniszczyć młody i
wątły organizm mojej siostry, więc zdecydowano się na przeszczep.
Nie trzeba było specjalnie czekać na dawcę, bo miałyśmy z Sofią
tę samą grupę krwi. Trzeba było przygotować nas na operację.
Najpierw sprawdzono czy nie jestem na nic chora. Gdy wszystko było w
porządku, znieczulono mnie i wbito mi długą i grubą igłę prosto
w kość. To nie było przyjemne uczucie, ale gdyby nie znieczulenie,
zapewne wiłabym się z niesamowitego bólu. Potem przyszedł czas na
Sofię. Pomachałam jej przez okno w drzwiach od szpitalnej sali, w
której przebywała, gdy lekarze i pielęgniarki przygotowywali ją
do operacji. Potem odeszłam w rodzicami do sali, w której mogliśmy
śledzić przebieg przeszczepu. Kilka godzin szarpania się z
własnymi nerwami i modlitwy o zdrowie siostry. Byłyśmy bardzo
wierzące. Modliłyśmy się codziennie, czytałyśmy Biblię,
czynnie uczestniczyłyśmy w życiu Kościoła. Gdy Sofia
zachorowała, coś się zmieniło. Nadal się modliłam, ale
przestałam być tak aktywna religijne, jak byłam przedtem. Teraz
liczyło się tylko zdrowie siostry. Nie byłam na zakończeniu roku
szkolnego, bo wtedy akurat byliśmy u lekarza, który oznajmiał, że
Sofię zaatakowała ostra białaczka. Dlatego trzeba było działać
szybko. To prawdopodobnie były najbardziej wyczerpujące dwa
miesiące w moim życiu. W naszym życiu. Całej mojej rodziny. A to
przecież nie koniec. To nigdy się nie skończy. Soff będzie
musiała bardzo na siebie uważać; leki, odpowiednia dieta... Jedno
wiem na pewno – nie zostawię jej samej. Zawsze się wspierałyśmy
i to się nie zmieni. Nie teraz, gdy jesteśmy ze sobą jeszcze
bardziej zżyte.
- No, to ładnie
zaczynamy nową szkołę. - Oznajmiłam nieco cichym głosem,
ponieważ Sofia dopiero co obudziła się po kilku godzinach od
zakończenia operacji.- Nie przesadzaj, Mary. Przynajmniej mamy dobrą wymówkę na ewentualne wagary. - Odparła lekko załamującym się, przygaszonym tonem. Dziwnie słuchać jej w tym stanie, bo zawsze była taka radosna, uśmiechnięta i pomocna. Jednak mimo jej słabego stanu zdrowia, nadal próbowała żartować i odwracać uwagę od swojej, bądź co bądź, poważnej operacji.
Tydzień później Sofia była już w domu. Nadal była blada i słaba, ale nie wyglądała tak tragicznie, jak jeszcze trzy tygodnie temu. Z reguły niczego przed sobą nie ukrywamy, ale nie miałam serca uświadamiać jej, do jakiego stanu doprowadziła ją choroba. Myślę, że ona sama nie do końca zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. I nie dziwię się. Diagnoza spadła na nią, jak grom z jasnego nieba. Teraz musimy przestać myśleć o tym co było i skupić się na przyszłości.
- Hej, Mary, wstawaj! Dziś idziemy do szkoły! - Sofia była już na tyle silna, by przydzwonić mi poduszką w głowę, podczas gdy ja nadal przebywałam na jakiejś miękkiej i miłej chmurce w krainie Morfeusza. Powoli otworzyłam oczy, które, mimo moich wielkich starań, zamknęły się na kolejne kilka minut. W końcu zerwałam się w łóżka ze świadomością, że mogłam wstać wcześniej, bo Soff zapewne zajęła już łazienkę. Pobiegłam do łazienki na górze i zaczęłam walić w zamknięte drzwi.
- Otwieraj, Sofia! Muszę się umyć! - Zaczęłam krzyczeć, by siostra usłyszała mnie przez głośny szum prysznica.
- Ale dopiero weszłam! Idź do łazienki rodziców! - Odkrzyknęła. Dobrze wiedziała, że nie lubię korzystać z tej łazienki. To zbyt intymne pomieszczenie, by byle kto wchodził do niego i tak po prostu wziął prysznic. Nie, nie potrafię.
I tak oto, nie widząc sensu siedzenia przed łazienką, zeszłam do kuchni, by zjeść cokolwiek przed wyjściem do szkoły. Szczerze mówiąc bałam się pierwszego dnia. Nie bałam się o mnie, bo ja, w przeciwieństwie do mojej siostry, nie bałam się samotnością. Czasem dobrze było zostać sama ze sobą. Co prawda częściej musiałam być wśród ludzi, których nawet lubiłam, ale choroby Sofii coraz częściej zamykałam się w pokoju i włączałam muzykę, której nigdy wcześniej nie słuchałam Kto by pomyślał, że Bring Me The Horizon, czy A Day To Remember dają tyle ukojenia?
Stałam przez dłuższą chwilę przed otwartą lodówką, wybierając co zjem i rozmyślając nad sensem mojej egzystencji jednocześnie. Nie mam podzielnej uwagi, więc pewnie dlatego tak długo zajęło mi wzięcie z półki mleka, a z szafki obok płatków cynamonowych. Nie ma to jak klasyka. Przygotowałam jedzenie, szybko zjadłam i pobiegłam na górę, gdy tylko usłyszałam, że siostra wychodzi z łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam na siebie przyszykowany wcześniej mundurek szkolny i spakowałam książki, po czym poszłam w stronę drzwi.
- No, Mary, to zaczynamy nowy rozdział. - Powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy, a gdy podeszła do mnie, złapała za rękę i poprosiła: - Pomódlmy się, zanim wyjdziemy.
Sofia chyba rzeczywiście się modliła, ale ja nie mogłam skupić swoich myśli na Bogu. Miałam dziwne przeczucie, że następne trzy lata naszego życia mogą zmienić nasze życie. Niekoniecznie na lepsze. Im bliżej byłyśmy budynku liceum, tym moje przeczucia przybierały na sile. „Boże, miej nas w opiece” powtarzałam. Mimo tych wszystkich nieszczęść jakie na nas spadły, nadal miałam nadzieję, że On istnieję, a ja nie oddaję swego losu wyimaginowanemu bóstwu.
dobra, zle nie jest.
OdpowiedzUsuńTo dopiero poczatek, troche lezy u Ciebie liczba powtorzen. Pamietaj, zeby zastepowac 'i' przecinkami.
Czekam na dalsza czesc, moze bedzie dobrze.
Xox.
Masz szczescie, ze nie studiuję medycyny, bo za opisy medyczne dostałabyś ode mnie pewnie opieprz.
OdpowiedzUsuńPowodzenia życzy Martenka