wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 2

Rozdział 2

Przez całe popołudnie słuchałam tej jednej piosenki. Zaczarowała mnie. W pewnym sensie opowiadała o moim problemie, który od dłuższego czas nie daje mi żyć. Pewnie jeszcze długo będzie mnie gnębić, chyba, że wcześniej dobrowolnie skrócę swój żywot.
Matko, odkąd odwróciłam się od Boga, w mojej głowie zaczęło pojawiać się coraz więcej ciemnych myśli. Kłamstwa, wątpliwości, a teraz samobójstwo. Z moimi problemami uporałby się przecież pierwszy lepszy psychiatra, a ja od razu pomyślałam o śmierci. Niedobrze. „Muszę przestać się tym w końcu zadręczać i zacząć więcej wychodzić z domu” pomyślałam. Po chwili przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Emmy. Zeszłam z łóżka i podeszłam do swojej szkolnej torby, by wyciągnąć telefon. Wstukałam numer zapisany na mojej ręce i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
  - Halo? - Głos Emmy zabrzmiał w głośniku telefonu.
  - Hej, Emma. Tu Mary. Mary Christopher. - Przedstawiłam się, na wypadek, gdyby Em jednak mnie nie zapamiętała. Nie miałam w sobie niczego, co zapadłoby w pamięć ludziom. Oprócz imienia, ale o tym dowiedziałam się dopiero dziś.
  - Cześć, M! Dobrze cię znów słyszeć. I jak piosenka? Magiczna, prawda? - Spytała radośnie Emma. Dobrze było ją znów słyszeć.
 - Łał, ona jest... Nie wiem jak to opisać... Gość, który ją stworzył jest geniuszem. - Stwierdziłam, mimowolnie uśmiechając się do słuchawki.
  - Heh... Będziesz mogła mu to sama powiedzieć. Jego kapela gra koncert w Nowym Jorku już za dwa tygodnie, i na to właśnie kupowałam nam bilety. - Wyjaśniła dziewczyna. „Matko, jaką ja byłam idiotką” - tylko to wpadło mi do głowy, gdy usłyszałam o koncercie. Jak mogłam pomyśleć, że Emma należy do sekty? Cała ekipa, którą dziś poznałam to po prostu fani zespołu.
  - Ale... Będzie tam zapewne dużo osób, więc niby jak... - Zaczęłam moje wywody na temat małych wątpliwości co do prawdopodobnie niemożliwej rozmowy z muzykami, lecz Em nie dała mi skończyć.
 - Kupiłam mnie tobie i twojej siostrze wejściówki VIP. No wiesz, tak na powitanie w naszej małej rodzinie. A tak na marginesie, jak ma na imię twoja siostra? - „Hm, czyżbym naprawdę nie opowiadałam Emmie o Soff?” Zdziwiłam się, że pomknęłam o niej tylko parę słów, bo zwykle nie gadałam o nikim, ani niczym innym. „Zaraz, zaraz... Cholera! Zupełnie zapomniałam o tym, powiedzieć Sofii o tym koncercie!” - Halo, Mary... Jesteś tam?
  - Słucham? Och, przepraszam, zamyśliłam się... Ma na imię Sofia. Ale jeszcze nie zapytałam, czy idzie z nami. Zapewne nie puści mnie samej do Nowego Jorku, w dodatku z nowo poznanymi ludźmi, więc szykuj tę trzecią wejściówkę. - Stwierdziłam po chwili namysłu. Soff była ode mnie starsza o „całe” 15 minut, więc czuje się odpowiedzialna za „młodszą” siostrę. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
  - Sofia... Bardzo ładne imię. Myślę, że szybko się polubimy. - Zaśmiałam się głośno, usłyszawszy słowa Emmy.
  - Żartujesz? Jest tak nieufna wobec innych, że gdy nasz stary listonosz odszedł na emeryturę i zastąpił go jakiś inny gość, Soff nie chciała odbierać od niego paczek. Za każdym razem musieliśmy chodzić na pocztę, by je dostać. - Nie wiem czemu, ale według mnie ta anegdota zawsze nie zdawała mi się niczym złym. Dopiero teraz zrozumiałam, że moja siostra ma paranoje. Chryste, jak ona chce poznać nowych znajomych, nie mówiąc już o chłopaku, czy przyszłym mężu?
  - Założę się, że ty też niedawno taka byłaś. Jesteście do siebie cholernie podobne z wyglądu. Charakterek pewnie też miałyście taki sam. Ciekawe, jak będę was rozróżniać? - Usłyszałam śmiech Emmy w mojej słuchawce. Po chwili i ja zaczęłam się śmiać. No tak, byłyśmy do siebie dość podobne i ludzie czasem nie odróżniali jednej od drugiej. Czasem przez to wpadały mi pomysły z zamienieniem się miejscami, ale Sofia uważała, że to grzech, bo będziemy wtedy okłamywać innych i same siebie. Ale nie dam za wygraną i kiedyś ją na to namówię.
  - Może i miałyśmy, ale to już przeszłość. - mruknęłam, nieco poruszona jej słowami. W porównaniu do Soff, to ja jestem tą normalną. W pewnym momencie usłyszałam dziwny szum, jakby Emma weszła na stację metra, lub była na jakiejś ruchliwej ulicy. - Em, słyszysz mnie? Bo ja ciebie słabo.
  - Tak, tak, u mnie wszystko w porządku... Oj, przepraszam, M, właśnie jestem na imprezie u Evana. Pamiętasz go?
  - Tak, chyba tak, to ten z kolczykiem w dolnej wardze? - „O matko, impreza? Czemu nie mogę być jak Emma i też chodzić co weekend na imprezy? Poznawać ludzi, trochę wypić i dobrze się bawić? Czemu wszystko co dobre jest w mojej rodzinie surowo zabronione?” Tak zazdrościłam Emmie jej życia, że prawdopodobnie przepłakałabym cały wieczór żałując, że urodziłam się w swojej rodzinie i przeklinać jej rygorystyczne zasady, które zakazywały wszystkich dobrych i sprawiających radość rzeczy.
  - Tak, dokładnie. Hej, a może wpadłabyś z Sofią? Jest dopiero siódma, więc co wy na to? - „Emma, kocham cię!”, pomyślałam, gdy dziewczyna zaprosiła nas na imprezę. Bez chwili wahania się zgodziłam. - To świetnie! Czekamy na was. Adres wyślę esemesem. Do zobaczenia. - I rozłączyła się, a ja zaczęłam skakać i tańczyć ze szczęścia. Była tylko jedna kwestia – Zgoda Sofii. Ale hej, przecież jesteśmy bliźniaczkami, myślimy podobnie. Bez trudu ją przekonam.
Zeszłam do jadali, gdzie Soff oglądała z mamą i tatą foldery uniwersytetów. „Myśl, kobieto. Musisz jakoś przekonać ją i rodziców, żebyście mogły wyjść”. Problem był jeden – nie miałam wymówki. Zastanówmy się... I jest! Eureka!
  - Um... Sofio, czy pamiętasz tę dziewczynę, która siedziała koło nas na chemii? Nie uwierzysz, właśnie do mnie zadzwoniła i zaprosiła nas na swoje urodziny. Dzisiaj. Teraz. Powiedziała, że nie musimy przynosić prezentów, ale pomyślałam, że po drodze możemy kupić jej przynajmniej jakąś różę. - Skłamałam i miałam wielką nadzieję, że cała trójka to kupi. Biedna Nina Tamblyn, mam nadzieję, że wybaczy mi wykorzystanie ją do swoich „niecnych” celów.
  - Naprawdę? Dziwne, w szkole nie wspominała o... - Sofia chyba nie załapała, że ma siedzieć cicho i tylko słodko przytakiwać, więc szybko podeszłam do niej, chwyciłam za rękę i pociągnęłam w stronę schodów, skutecznie zagłuszając ją tekstami typu: „Przecież nie pamiętasz, jak zatrzymała mnie na przerwie o prosiła o mój numer telefonu? To dlatego, że chciała nas zaprosić!” . Po całej akcji zamknęłam nas w pokoju.
Uświadomiłam sobie, że im więcej kłamałam, tym lepsza robiłam się w owym fachu. Ale niestety, bliźniaki umieją odgadnąć, gdy rodzeństwo skłamie.
Sofia stała naprzeciwko mnie z nadąsaną miną. Nie lubiła, gdy kłamię i wcale się nie dziwiłam. Ja też nie znoszę, kiedy ktoś wciska mi kit, ale byłam gotowa łgać jak z nut, byle wyjść na imprezę.
  - Dobra, teraz siadaj i lepiej bądź cicho, bo jeśli zaczniesz krzyczeć, lub wygadasz się rodzicom, że kłamię, to obiecuję ci, że konsekwencje twoich działań będą surowo ukarane. Jak nie przeze mnie, to przez tego tam. - Pokazałam palcem wskazującym na niebo. Właściwie to na sufit.
  - Ty i tak już w Niego nie wierzysz. - Rzuciła opryskliwie Sofia. Nadal była na mnie zła, ale mimo wszystko za bardzo mnie kocha, żeby się ze mną kłócić. Najwyżej będzie mi dogryzać.
Po pierwsze to jeszcze nie jest przesądzone, a po drugie to nie ma znaczenia, bo najważniejsze jest, że ty wierzysz. - Zripostowałam. Chciałam jak najszybciej przejść do sedna sprawy, więc ruchem ręki skończyłam temat Boga.
  - Idziemy na imprezę. Do kolegi Emmy. Teraz, więc przebieraj się. Za piętnaście minut wychodzimy. - Rzuciłam, patrząc uważnie jak zareaguje Soff. O dziwo zgodziła się. Pewnie ona również miała dość życia jak zakonnica. Nie dziwota, w końcu ile czasu siedemnastolatki mogą zachowywać się jak sześćdziesięcioletnie staruszki, które jedną połowę dnia spędzają w kościele, a drugą... Też w kościele? Nawet według nas było to chore.
  - Mówisz poważnie? - Była tym tak przejęta, że rzuciła mi się na szyję i zaczęła całować po policzkach. Nienawidzę, gdy ktoś mnie dotyka, a co dopiero przytula i całuje, ale w tym wypadku rozumiałam jej podniecenie.
Zaczęłyśmy skakać i śpiewać „idziemy na imprezę, idziemy na imprezę”. Po chwili zorientowałyśmy się, że krzyczymy jednak trochę za głośno, więc przestałyśmy śpiewać. W miejsce durnej pioseneczki pojawił się równie durny śmiech. Miałyśmy tę głupawkę dobrych kilka minut, gdy przypomniałam sobie, że zarządziłam zbiórkę za pod drzwiami za kwadrans. Podbiegłyśmy szybko do swoich szaf i w totalnym amoku wzięłyśmy ciuchy, które naszym zdaniem pasowałyby na imprezę, choć nigdy na niej nie byłyśmy. Nie malowałyśmy się; rodzice nie pozwalali kupować nam kosmetyków, lub zbyt krótkich lub zwiewnych ubrań. Wrzesień w New Jersey był z reguły dość chłodny, szczególnie wieczorami, więc na wszelki wypadek ubrałam skórzaną kurtkę, a Sofia, ze względu na swoją osłabioną odporność, ubrała apaszkę i czapkę. Gdy byłyśmy gotowe, zeszłyśmy na dół i już miałyśmy wyjść, gdy rodzice zatrzymali nas i kazali nam odwrócić się w ich stronę. Zaczęłyśmy bać się, że rodzice usłyszeli nasze krzyki, dowiedzieli się o imprezie i nie pozwolą nam wyjść, ale oni tylko przytulili nas na pożegnanie i dali pięćdziesiąt dolarów na „prezent dla koleżanki”. Uśmiechnęłyśmy się tylko i szybko wyszłyśmy, jakby złaknione wolności. Dzięki Bogu był piątek. Mogłyśmy wrócić następnego dnia.
  - Hej, Soff, a co powiesz na wypad do Nowego Jorku za dwa tygodnie? - Zaczęłam rozmowę. Musiałam w końcu powiedzieć jej o koncercie, o zespole i tej magicznej piosence, ale wolałam uświadamiać ją powoli, więc postanowiłam, że na razie powiem jej tylko o tym pierwszym. - Bo wiesz, Emma zaprosiła mnie i ciebie na koncert jej ulubionego zespołu. Może być fajnie. W końcu pojedziemy gdzieś gdzie chcemy. - Ostatnie zdanie było kluczowe w mojej wypowiedzi. Miało uświadomić jej, że jesteśmy już na tyle dorosłe i odpowiedzialne, że możemy jechać razem do dużego miasta. Oczywiście, New Jersey też było dość spore, ale w porównaniu do Nowego Jorku, to był zupełnie inny świat.
  - No... A co z rodzicami?
  - Taa... Trzeba będzie wcisnąć im kit. - Powiedziałam bez ogródek. Nie widziałam sensu mówić jej nieprawdy, bo miałam dość okłamywania własnej siostry, jednak w przypadku rodziców nie widziałam innej opcji.
  - No tak... Dobrze, zgoda. Wchodzę w to. Tak naprawdę od dłuższego czasu chciałam wybrać się na jakiś festiwal, czy coś w tym stylu. No wiesz, odciąć się na chwilę od naszej zwykłej, nudnej codzienności. Bo wiesz, Mary... Mnie też naszły pewne wątpliwości, gdy byłam w szpitalu przez te nieszczęsne dwa miesiące.   - To znaczy, nadal absolutnie wierzę w Boga, ale... Potrzebuję odrobiny wolności. W końcu jestem młoda, muszę się wyszaleć. - Szczerze mówiąc, chciało mi się płakać, gdy słyszałam, z jakim poruszeniem mówiła o tych trudnych chwilach w szpitalu, ale nie wydawało mi się dobrym pomysłem rozmawianie o tym, szczególnie, że dzisiejsza noc miała być najważniejszym wydarzeniem w naszym krótkim, monotonnym życiu, musiałam więc szybko zmienić jej nastawienie
 - Hej, siostra! To nie czas na smutki, pamiętasz? Dziś się bawimy! I to bez żadnych wyrzeczeń! - Objęłam ją i obserwowałam, jak na jej twarzy pojawia się szeroki uśmiech.
Kilka minut później trafiłyśmy pod podany przez Emmę adres. Założyłam, że głośna muzyka, którą słychać było kilka przecznic od domu, zagłuszyłaby moje pukania, więc po prostu pociągnęłam za klamkę. Drzwi były otwarte. Na samym wejściu uderzył nas smród alkoholu, a zmysł wzroku ograniczył dość gęsty papierosowy dym.
  - Chodź, Soff. Poszukamy Emmy. - Krzyknęłam do siostry i zaczęłam szukać Em, Evana, lub kogoś, kogo poznałam w czasie przerwy w szkole. Z tego co zauważyłam, nie znałam tam nikogo. Kręciłyśmy się po salonie, ale Emmy i Evana tam nie było. Poszłyśmy na górę, szukać ich w pokojach, ale znaleźliśmy tylko kilka par, które... Potrzebowały raczej odrobiny intymności, niż wzroku publiczności. Nie wiedzieć czemu, za każdym razem, gdy przyłapywałyśmy takie pary na jednoznacznych sytuacjach, zaczynałyśmy się głupkowato śmiać. Nasz śmiech czasem brzmiał dość nerwowo, bo wśród tabunów ludzi, które mijałyśmy, nie widziałyśmy nikogo o znajomej twarzy.
  - Może do niej zadzwonisz, Mary? - Zaproponowała Sofia.
  - Przecież i tak nie usłyszy. Może po prostu kogoś zapytam - Rzuciłam, i dotknięciem ramienia zaczepiłam pierwszą lepszą osobę, która przeszła obok mnie.
  - Przepraszam, widziałeś może Emmę? - Starałam się być wyluzowana, ale gość od razu mnie rozpracował.
  - A co, zgubiłaś się, mała? Chętnie zaopiekuję się tobą i twoją siostrzyczką. - Facet na bank był pijany, więc nie ruszyła mnie jego uwaga. Widząc, że nie byłyśmy nim jakoś szczególnie zainteresowane, po prostu odszedł.
  - No cóż, musimy szukać dalej – Rzuciła Soff.
  - A może po prostu zostańmy w salonie i wypatrujmy jej, co? - Nie chciało mi się już chodzić po, trzeba przyznać, całkiem sporym domu. Wolałam gdzieś usiąść, posłuchać muzyki, ewentualnie z kimś pogadać. Najzwyczajniej w świecie miałam ochotę się wyluzować. Sofii chyba również znudziło się chodzenie po pokojach, więc tylko przytaknęła i razem zeszłyśmy na dół.
Salon był prawdopodobnie najbardziej zadymionym miejscem posiadłości, ale nie był zbyt zaludniony. Kręciłyśmy się wśród ludzi, szukając siedzeń i przy okazji wypijając dwie butelki piwa. Gdy znalazłyśmy miejsce na dużej, skórzanej kanapie, byłam w połowie trzeciego. Okazało się, że mam całkiem mocną głowę, bo byłam świadoma tego, co robiłam, a, na szczęście, nie robiłam niczego głupiego. Alkohol na pewno dodał mi pewności siebie, dzięki czemu poznałam kilku fajnych ludzi. W przypadku Sofii... Myślę, że powinna skończyć na jednej butelce. Przez kilka minut rzeczywiście siedziała ze mną i gadała coś o pozytywnym mętliku w głowie (cokolwiek to znaczyło), ale gdy jakiś chłopak zaprosił ją do tańca, ta jak poparzona zeskoczyła z kanapy i zaczęła tańczyć, jak wariatka. W dodatku napalona wariatka. Ogarnęła mnie głupawka, której powstrzymanie zajęło mi dobre dziesięć minut. Gdy przestał bawić mnie widok wyginającej się nienaturalnie siostry, zauważyłam Emmę, która szła w moją stronę z wyciągniętymi rękami. Zapewne chciała przytulić mnie na powitanie. Usiadła obok i zaczęła pytać od kiedy tu jesteśmy, czy przyszła Sofia i gdzie ona jest. Opowiedziałam jej całą historię i pokazałam na siostrę, która... Całowała się z chłopakiem? Matko, szybka jest.
  - Hej, czemu nie zeszłyście do piwnicy? Przecież drzwi na dół są otwarte na oścież. Co prawda stoi przed nimi goryl, ale wpuściłby was. – Przez chwilę analizowałam jej słowa, jako że zaczęłam czuć efekty wypicia dużej ilości alkoholu.
  - Goryl? Ochroniarz w sensie? Och, no tak... Wiesz, byłyśmy tak przytłoczone tym wszystkim, że... - Nie wiem czemu, ale gdy tak opowiadałam, co chwilę nawiedzał mnie ten przeklęty głupi śmiech. W pewnym momencie Emma zaczęła śmiać się razem ze mną.
  - No witam, dziewczęta! - Sofia podeszła do nas, po czym wbiła się między mnie i Emmę, opierając ręce na naszych ramionach. - Świetna impreza, co? A ten chłopak jest całkiem słodki. Tylko jak on miał na imię? - Zachowanie Sofii było tak śmieszne, że całą naszą trójkę opanowała totalna głupawka.
  - Dobra, dziewczyny, wiem, że tu jest fajnie, ale uwierzcie mi, w piwnicy jest o wiele lepiej. - Powiedziała Emma, gdy powstrzymała śmiech. Wzięła nas za ręce i zaciągnęła w stronę najniższego piętra domu. Pomogła zejść nam po schodach, bo same nie byłyśmy w stanie bezpiecznie dotrzeć na dół.
Piwnica była całkiem spora. Składało się na nią kilka pomieszczeń: była sala muzyczna, w której stała perkusja, wszelkiego rodzaju gitary i sprzęt nagłaśniający, duży salon z kanapami, barkiem i ogromnym telewizorem, no i sypialnia, która prawdopodobnie była jedynym pokojem z dużym łóżkiem, które nie było zajęte przez jakąś pijaną i rozwiązłą parę.
  - To „mieszkanie” Evana. - Wyjaśniła Emma. - Cały dom należy do jego rodziców, ale piwnica jest jego.
Starych prawie w ogóle nie ma na chacie, więc robimy z Em copiątkowe melanże. - Wtrącił Evan, który wydawał się być trzeźwy. Niepokój mogły wzbudzić tylko jego przekrwione oczy, ale to nie była moja sprawa. Byłam w o wiele gorszym stanie niż on, więc bardziej interesowało mnie własne zdrowie.
  - Kochany, te imprezy stały się już legendarne! - Krzyknęła Emma, na co wszyscy zgromadzeni w sali muzycznej wybuchnęli śmiechem. Emma chyba wzięła to samo, co Evan, ale nie zachowywała się dziwnie. Po prostu była nadmiernie radosna. - Tak legendarne, że musieliśmy zrobić „zamkniętą imprezę” dla specjalnych gości. - Wyszeptała do mojego ucha Emma.
  - Jak to specjalnych? Gościcie tu prezydenta, czy co? - Zażartowałam. Em uśmiechnęła się tylko i chwyciła mnie za rękę. Nie chciałam iść sama, więc złapałam za ramię Sofię i ciągnęłam ją tam, gdzie Emma ciągnęła mnie. „Czyżby chciała mnie przedstawić prezydentowi? Ale zaraz, czy prezydent na pewno chodzi na takie imprezy?” . Po chwili już całkowicie zwątpiłam w przejrzystość mojego umysłu. Z sali muzycznej przeszłyśmy do salonu, gdzie zauważyłam dużą grupkę ludzi zebraną wokół trójki facetów siedzących na kanapie.
  - Mary, Sofio. Poznajcie Thirty Seconds To Mars.    

2 komentarze:

  1. o kurwa! Zaczlam piszczec na projekcie edukacyjnym, wiesz?!
    Podoba mi sie pomysl, postac Emmy i Soff. NO I ZAKONCZENIE! Tak, to szczegolnie.
    Czekam na wiecej,
    xoxooo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! Cieszę się, że Ci się podoba :3 . Mam nadzieję, że mój "talnet" będzie trzymał formę jeszcze długo, bo mam zamiar napisać naprawdę fajne opo ;) . Tylko na razie bida z nędzą, jeżeli chodzi o grafikę, bo nie orientuję się na Bloggerze ;/

      Usuń