Rozdział 2
Przez całe popołudnie
słuchałam tej jednej piosenki. Zaczarowała mnie. W pewnym sensie
opowiadała o moim problemie, który od dłuższego czas nie daje mi
żyć. Pewnie jeszcze długo będzie mnie gnębić, chyba, że
wcześniej dobrowolnie skrócę swój żywot.
Matko, odkąd odwróciłam
się od Boga, w mojej głowie zaczęło pojawiać się coraz więcej
ciemnych myśli. Kłamstwa, wątpliwości, a teraz samobójstwo. Z
moimi problemami uporałby się przecież pierwszy lepszy psychiatra,
a ja od razu pomyślałam o śmierci. Niedobrze. „Muszę przestać
się tym w końcu zadręczać i zacząć więcej wychodzić z domu”
pomyślałam. Po chwili przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić
do Emmy. Zeszłam z łóżka i podeszłam do swojej szkolnej torby,
by wyciągnąć telefon. Wstukałam numer zapisany na mojej ręce i
wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - Głos Emmy
zabrzmiał w głośniku telefonu.
- Hej, Emma. Tu Mary.
Mary Christopher. - Przedstawiłam się, na wypadek, gdyby Em
jednak mnie nie zapamiętała. Nie miałam w sobie niczego, co
zapadłoby w pamięć ludziom. Oprócz imienia, ale o tym
dowiedziałam się dopiero dziś.
- Cześć, M! Dobrze cię
znów słyszeć. I jak piosenka? Magiczna, prawda? - Spytała
radośnie Emma. Dobrze było ją znów słyszeć.
- Łał, ona jest... Nie
wiem jak to opisać... Gość, który ją stworzył jest geniuszem.
- Stwierdziłam, mimowolnie uśmiechając się do słuchawki.
- Heh... Będziesz mogła
mu to sama powiedzieć. Jego kapela gra koncert w Nowym Jorku już
za dwa tygodnie, i na to właśnie kupowałam nam bilety. -
Wyjaśniła dziewczyna. „Matko, jaką ja byłam idiotką” -
tylko to wpadło mi do głowy, gdy usłyszałam o koncercie. Jak
mogłam pomyśleć, że Emma należy do sekty? Cała ekipa, którą
dziś poznałam to po prostu fani zespołu.
- Ale... Będzie tam
zapewne dużo osób, więc niby jak... - Zaczęłam moje wywody na
temat małych wątpliwości co do prawdopodobnie niemożliwej
rozmowy z muzykami, lecz Em nie dała mi skończyć.
- Kupiłam mnie tobie i
twojej siostrze wejściówki VIP. No wiesz, tak na powitanie w
naszej małej rodzinie. A tak na marginesie, jak ma na imię twoja
siostra? - „Hm, czyżbym naprawdę nie opowiadałam Emmie o
Soff?” Zdziwiłam się, że pomknęłam o niej tylko parę słów,
bo zwykle nie gadałam o nikim, ani niczym innym. „Zaraz,
zaraz... Cholera! Zupełnie zapomniałam o tym, powiedzieć Sofii o
tym koncercie!” - Halo, Mary... Jesteś tam?
- Słucham? Och,
przepraszam, zamyśliłam się... Ma na imię Sofia. Ale jeszcze
nie zapytałam, czy idzie z nami. Zapewne nie puści mnie samej do
Nowego Jorku, w dodatku z nowo poznanymi ludźmi, więc szykuj tę
trzecią wejściówkę. - Stwierdziłam po chwili namysłu. Soff
była ode mnie starsza o „całe” 15 minut, więc czuje się
odpowiedzialna za „młodszą” siostrę. Jakby to miało
jakiekolwiek znaczenie.
- Sofia... Bardzo ładne
imię. Myślę, że szybko się polubimy. - Zaśmiałam się
głośno, usłyszawszy słowa Emmy.
- Żartujesz? Jest tak
nieufna wobec innych, że gdy nasz stary listonosz odszedł na
emeryturę i zastąpił go jakiś inny gość, Soff nie chciała
odbierać od niego paczek. Za każdym razem musieliśmy chodzić na
pocztę, by je dostać. - Nie wiem czemu, ale według mnie ta
anegdota zawsze nie zdawała mi się niczym złym. Dopiero teraz
zrozumiałam, że moja siostra ma paranoje. Chryste, jak ona chce
poznać nowych znajomych, nie mówiąc już o chłopaku, czy
przyszłym mężu?
- Założę się, że ty
też niedawno taka byłaś. Jesteście do siebie cholernie podobne
z wyglądu. Charakterek pewnie też miałyście taki sam. Ciekawe,
jak będę was rozróżniać? - Usłyszałam śmiech Emmy w mojej
słuchawce. Po chwili i ja zaczęłam się śmiać. No tak, byłyśmy
do siebie dość podobne i ludzie czasem nie odróżniali jednej od
drugiej. Czasem przez to wpadały mi pomysły z zamienieniem się
miejscami, ale Sofia uważała, że to grzech, bo będziemy wtedy
okłamywać innych i same siebie. Ale nie dam za wygraną i kiedyś
ją na to namówię.
- Może i miałyśmy,
ale to już przeszłość. - mruknęłam, nieco poruszona jej
słowami. W porównaniu do Soff, to ja jestem tą normalną. W
pewnym momencie usłyszałam dziwny szum, jakby Emma weszła na
stację metra, lub była na jakiejś ruchliwej ulicy. - Em,
słyszysz mnie? Bo ja ciebie słabo.
- Tak, tak, u mnie
wszystko w porządku... Oj, przepraszam, M, właśnie jestem na
imprezie u Evana. Pamiętasz go?
- Tak, chyba tak, to ten
z kolczykiem w dolnej wardze? - „O matko, impreza? Czemu nie mogę
być jak Emma i też chodzić co weekend na imprezy? Poznawać
ludzi, trochę wypić i dobrze się bawić? Czemu wszystko co dobre
jest w mojej rodzinie surowo zabronione?” Tak zazdrościłam
Emmie jej życia, że prawdopodobnie przepłakałabym cały wieczór
żałując, że urodziłam się w swojej rodzinie i przeklinać jej
rygorystyczne zasady, które zakazywały wszystkich dobrych i
sprawiających radość rzeczy.
- Tak, dokładnie. Hej, a
może wpadłabyś z Sofią? Jest dopiero siódma, więc co wy na to?
- „Emma, kocham cię!”, pomyślałam, gdy dziewczyna zaprosiła
nas na imprezę. Bez chwili wahania się zgodziłam. - To świetnie!
Czekamy na was. Adres wyślę esemesem. Do zobaczenia. - I
rozłączyła się, a ja zaczęłam skakać i tańczyć ze
szczęścia. Była tylko jedna kwestia – Zgoda Sofii. Ale hej,
przecież jesteśmy bliźniaczkami, myślimy podobnie. Bez trudu ją
przekonam.
Zeszłam do jadali, gdzie
Soff oglądała z mamą i tatą foldery uniwersytetów. „Myśl,
kobieto. Musisz jakoś przekonać ją i rodziców, żebyście mogły
wyjść”. Problem był jeden – nie miałam wymówki. Zastanówmy
się... I jest! Eureka!
- Um... Sofio, czy
pamiętasz tę dziewczynę, która siedziała koło nas na chemii?
Nie uwierzysz, właśnie do mnie zadzwoniła i zaprosiła nas na
swoje urodziny. Dzisiaj. Teraz. Powiedziała, że nie musimy
przynosić prezentów, ale pomyślałam, że po drodze możemy
kupić jej przynajmniej jakąś różę. - Skłamałam i miałam
wielką nadzieję, że cała trójka to kupi. Biedna Nina Tamblyn,
mam nadzieję, że wybaczy mi wykorzystanie ją do swoich
„niecnych” celów.
- Naprawdę? Dziwne, w
szkole nie wspominała o... - Sofia chyba nie załapała, że ma
siedzieć cicho i tylko słodko przytakiwać, więc szybko
podeszłam do niej, chwyciłam za rękę i pociągnęłam w stronę
schodów, skutecznie zagłuszając ją tekstami typu: „Przecież
nie pamiętasz, jak zatrzymała mnie na przerwie o prosiła o mój
numer telefonu? To dlatego, że chciała nas zaprosić!” . Po
całej akcji zamknęłam nas w pokoju.
Uświadomiłam sobie, że
im więcej kłamałam, tym lepsza robiłam się w owym fachu. Ale
niestety, bliźniaki umieją odgadnąć, gdy rodzeństwo skłamie.
Sofia stała naprzeciwko
mnie z nadąsaną miną. Nie lubiła, gdy kłamię i wcale się nie
dziwiłam. Ja też nie znoszę, kiedy ktoś wciska mi kit, ale byłam
gotowa łgać jak z nut, byle wyjść na imprezę.
- Dobra, teraz siadaj i
lepiej bądź cicho, bo jeśli zaczniesz krzyczeć, lub wygadasz
się rodzicom, że kłamię, to obiecuję ci, że konsekwencje
twoich działań będą surowo ukarane. Jak nie przeze mnie, to
przez tego tam. - Pokazałam palcem wskazującym na niebo.
Właściwie to na sufit.
- Ty i tak już w Niego
nie wierzysz. - Rzuciła opryskliwie Sofia. Nadal była na mnie
zła, ale mimo wszystko za bardzo mnie kocha, żeby się ze mną
kłócić. Najwyżej będzie mi dogryzać.
Po pierwsze to jeszcze
nie jest przesądzone, a po drugie to nie ma znaczenia, bo
najważniejsze jest, że ty wierzysz. - Zripostowałam. Chciałam
jak najszybciej przejść do sedna sprawy, więc ruchem ręki
skończyłam temat Boga.
- Idziemy na imprezę.
Do kolegi Emmy. Teraz, więc przebieraj się. Za piętnaście minut
wychodzimy. - Rzuciłam, patrząc uważnie jak zareaguje Soff. O
dziwo zgodziła się. Pewnie ona również miała dość życia jak
zakonnica. Nie dziwota, w końcu ile czasu siedemnastolatki mogą
zachowywać się jak sześćdziesięcioletnie staruszki, które
jedną połowę dnia spędzają w kościele, a drugą... Też w
kościele? Nawet według nas było to chore.
- Mówisz
poważnie? - Była tym tak przejęta, że rzuciła mi się na szyję
i zaczęła całować po policzkach. Nienawidzę, gdy ktoś mnie
dotyka, a co dopiero przytula i całuje, ale w tym wypadku
rozumiałam jej podniecenie.
Zaczęłyśmy skakać i
śpiewać „idziemy na imprezę, idziemy na imprezę”. Po chwili
zorientowałyśmy się, że krzyczymy jednak trochę za głośno,
więc przestałyśmy śpiewać. W miejsce durnej pioseneczki pojawił
się równie durny śmiech. Miałyśmy tę głupawkę dobrych kilka
minut, gdy przypomniałam sobie, że zarządziłam zbiórkę za pod
drzwiami za kwadrans. Podbiegłyśmy szybko do swoich szaf i w
totalnym amoku wzięłyśmy ciuchy, które naszym zdaniem pasowałyby
na imprezę, choć nigdy na niej nie byłyśmy. Nie malowałyśmy
się; rodzice nie pozwalali kupować nam kosmetyków, lub zbyt
krótkich lub zwiewnych ubrań. Wrzesień w New Jersey był z reguły
dość chłodny, szczególnie wieczorami, więc na wszelki wypadek
ubrałam skórzaną kurtkę, a Sofia, ze względu na swoją osłabioną
odporność, ubrała apaszkę i czapkę. Gdy byłyśmy gotowe,
zeszłyśmy na dół i już miałyśmy wyjść, gdy rodzice
zatrzymali nas i kazali nam odwrócić się w ich stronę. Zaczęłyśmy
bać się, że rodzice usłyszeli nasze krzyki, dowiedzieli się o
imprezie i nie pozwolą nam wyjść, ale oni tylko przytulili nas na
pożegnanie i dali pięćdziesiąt dolarów na „prezent dla
koleżanki”. Uśmiechnęłyśmy się tylko i szybko wyszłyśmy,
jakby złaknione wolności. Dzięki Bogu był piątek. Mogłyśmy
wrócić następnego dnia.
- Hej, Soff, a co
powiesz na wypad do Nowego Jorku za dwa tygodnie? - Zaczęłam
rozmowę. Musiałam w końcu powiedzieć jej o koncercie, o zespole
i tej magicznej piosence, ale wolałam uświadamiać ją powoli,
więc postanowiłam, że na razie powiem jej tylko o tym pierwszym.
- Bo wiesz, Emma zaprosiła mnie i ciebie na koncert jej
ulubionego zespołu. Może być fajnie. W końcu pojedziemy gdzieś
gdzie chcemy. - Ostatnie zdanie było kluczowe w mojej wypowiedzi.
Miało uświadomić jej, że jesteśmy już na tyle dorosłe i
odpowiedzialne, że możemy jechać razem do dużego miasta.
Oczywiście, New Jersey też było dość spore, ale w porównaniu
do Nowego Jorku, to był zupełnie inny świat.
- No... A co z
rodzicami?
- Taa... Trzeba będzie
wcisnąć im kit. - Powiedziałam bez ogródek. Nie widziałam
sensu mówić jej nieprawdy, bo miałam dość okłamywania własnej
siostry, jednak w przypadku rodziców nie widziałam innej opcji.
- No tak... Dobrze,
zgoda. Wchodzę w to. Tak naprawdę od dłuższego czasu chciałam
wybrać się na jakiś festiwal, czy coś w tym stylu. No wiesz,
odciąć się na chwilę od naszej zwykłej, nudnej codzienności.
Bo wiesz, Mary... Mnie też naszły pewne wątpliwości, gdy byłam
w szpitalu przez te nieszczęsne dwa miesiące. - To znaczy, nadal
absolutnie wierzę w Boga, ale... Potrzebuję odrobiny wolności. W
końcu jestem młoda, muszę się wyszaleć. - Szczerze mówiąc,
chciało mi się płakać, gdy słyszałam, z jakim poruszeniem
mówiła o tych trudnych chwilach w szpitalu, ale nie wydawało mi
się dobrym pomysłem rozmawianie o tym, szczególnie, że
dzisiejsza noc miała być najważniejszym wydarzeniem w naszym
krótkim, monotonnym życiu, musiałam więc szybko zmienić jej
nastawienie
- Hej, siostra! To nie
czas na smutki, pamiętasz? Dziś się bawimy! I to bez żadnych
wyrzeczeń! - Objęłam ją i obserwowałam, jak na jej twarzy
pojawia się szeroki uśmiech.
Kilka minut później
trafiłyśmy pod podany przez Emmę adres. Założyłam, że głośna
muzyka, którą słychać było kilka przecznic od domu, zagłuszyłaby
moje pukania, więc po prostu pociągnęłam za klamkę. Drzwi były
otwarte. Na samym wejściu uderzył nas smród alkoholu, a zmysł
wzroku ograniczył dość gęsty papierosowy dym.
- Chodź, Soff.
Poszukamy Emmy. - Krzyknęłam do siostry i zaczęłam szukać Em,
Evana, lub kogoś, kogo poznałam w czasie przerwy w szkole. Z tego
co zauważyłam, nie znałam tam nikogo. Kręciłyśmy się po
salonie, ale Emmy i Evana tam nie było. Poszłyśmy na górę,
szukać ich w pokojach, ale znaleźliśmy tylko kilka par, które...
Potrzebowały raczej odrobiny intymności, niż wzroku
publiczności. Nie wiedzieć czemu, za każdym razem, gdy
przyłapywałyśmy takie pary na jednoznacznych sytuacjach,
zaczynałyśmy się głupkowato śmiać. Nasz śmiech czasem
brzmiał dość nerwowo, bo wśród tabunów ludzi, które
mijałyśmy, nie widziałyśmy nikogo o znajomej twarzy.
- Może do niej
zadzwonisz, Mary? - Zaproponowała Sofia.
- Przecież i tak nie
usłyszy. Może po prostu kogoś zapytam - Rzuciłam, i dotknięciem
ramienia zaczepiłam pierwszą lepszą osobę, która przeszła
obok mnie.
- Przepraszam, widziałeś
może Emmę? - Starałam się być wyluzowana, ale gość od razu
mnie rozpracował.
- A co, zgubiłaś się,
mała? Chętnie zaopiekuję się tobą i twoją siostrzyczką. -
Facet na bank był pijany, więc nie ruszyła mnie jego uwaga.
Widząc, że nie byłyśmy nim jakoś szczególnie zainteresowane,
po prostu odszedł.
- No cóż, musimy
szukać dalej – Rzuciła Soff.
- A może po prostu
zostańmy w salonie i wypatrujmy jej, co? - Nie chciało mi się
już chodzić po, trzeba przyznać, całkiem sporym domu. Wolałam
gdzieś usiąść, posłuchać muzyki, ewentualnie z kimś pogadać.
Najzwyczajniej w świecie miałam ochotę się wyluzować. Sofii
chyba również znudziło się chodzenie po pokojach, więc tylko
przytaknęła i razem zeszłyśmy na dół.
Salon był prawdopodobnie
najbardziej zadymionym miejscem posiadłości, ale nie był zbyt
zaludniony. Kręciłyśmy się wśród ludzi, szukając siedzeń i
przy okazji wypijając dwie butelki piwa. Gdy znalazłyśmy miejsce
na dużej, skórzanej kanapie, byłam w połowie trzeciego. Okazało
się, że mam całkiem mocną głowę, bo byłam świadoma tego, co
robiłam, a, na szczęście, nie robiłam niczego głupiego. Alkohol
na pewno dodał mi pewności siebie, dzięki czemu poznałam kilku
fajnych ludzi. W przypadku Sofii... Myślę, że powinna skończyć
na jednej butelce. Przez kilka minut rzeczywiście siedziała ze mną
i gadała coś o pozytywnym mętliku w głowie (cokolwiek to
znaczyło), ale gdy jakiś chłopak zaprosił ją do tańca, ta jak
poparzona zeskoczyła z kanapy i zaczęła tańczyć, jak wariatka. W
dodatku napalona wariatka. Ogarnęła mnie głupawka, której
powstrzymanie zajęło mi dobre dziesięć minut. Gdy przestał bawić
mnie widok wyginającej się nienaturalnie siostry, zauważyłam
Emmę, która szła w moją stronę z wyciągniętymi rękami.
Zapewne chciała przytulić mnie na powitanie. Usiadła obok i
zaczęła pytać od kiedy tu jesteśmy, czy przyszła Sofia i gdzie
ona jest. Opowiedziałam jej całą historię i pokazałam na
siostrę, która... Całowała się z chłopakiem? Matko, szybka
jest.
- Hej, czemu nie
zeszłyście do piwnicy? Przecież drzwi na dół są otwarte na
oścież. Co prawda stoi przed nimi goryl, ale wpuściłby was. –
Przez chwilę analizowałam jej słowa, jako że zaczęłam czuć
efekty wypicia dużej ilości alkoholu.
- Goryl? Ochroniarz w
sensie? Och, no tak... Wiesz, byłyśmy tak przytłoczone tym
wszystkim, że... - Nie wiem czemu, ale gdy tak opowiadałam, co
chwilę nawiedzał mnie ten przeklęty głupi śmiech. W pewnym
momencie Emma zaczęła śmiać się razem ze mną.
- No witam, dziewczęta!
- Sofia podeszła do nas, po czym wbiła się między mnie i Emmę,
opierając ręce na naszych ramionach. - Świetna impreza, co? A
ten chłopak jest całkiem słodki. Tylko jak on miał na imię? -
Zachowanie Sofii było tak śmieszne, że całą naszą trójkę
opanowała totalna głupawka.
- Dobra, dziewczyny,
wiem, że tu jest fajnie, ale uwierzcie mi, w piwnicy jest o wiele
lepiej. - Powiedziała Emma, gdy powstrzymała śmiech. Wzięła
nas za ręce i zaciągnęła w stronę najniższego piętra domu.
Pomogła zejść nam po schodach, bo same nie byłyśmy w stanie
bezpiecznie dotrzeć na dół.
Piwnica była całkiem
spora. Składało się na nią kilka pomieszczeń: była sala
muzyczna, w której stała perkusja, wszelkiego rodzaju gitary i
sprzęt nagłaśniający, duży salon z kanapami, barkiem i ogromnym
telewizorem, no i sypialnia, która prawdopodobnie była jedynym
pokojem z dużym łóżkiem, które nie było zajęte przez jakąś
pijaną i rozwiązłą parę.
- To „mieszkanie”
Evana. - Wyjaśniła Emma. - Cały dom należy do jego rodziców,
ale piwnica jest jego.
Starych prawie w ogóle
nie ma na chacie, więc robimy z Em copiątkowe melanże. - Wtrącił
Evan, który wydawał się być trzeźwy. Niepokój mogły wzbudzić
tylko jego przekrwione oczy, ale to nie była moja sprawa. Byłam w
o wiele gorszym stanie niż on, więc bardziej interesowało mnie
własne zdrowie.
- Kochany, te imprezy
stały się już legendarne! - Krzyknęła Emma, na co wszyscy
zgromadzeni w sali muzycznej wybuchnęli śmiechem. Emma chyba
wzięła to samo, co Evan, ale nie zachowywała się dziwnie. Po
prostu była nadmiernie radosna. - Tak legendarne, że musieliśmy
zrobić „zamkniętą imprezę” dla specjalnych gości. -
Wyszeptała do mojego ucha Emma.
- Jak to specjalnych?
Gościcie tu prezydenta, czy co? - Zażartowałam. Em uśmiechnęła
się tylko i chwyciła mnie za rękę. Nie chciałam iść sama,
więc złapałam za ramię Sofię i ciągnęłam ją tam, gdzie
Emma ciągnęła mnie. „Czyżby chciała mnie przedstawić
prezydentowi? Ale zaraz, czy prezydent na pewno chodzi na takie
imprezy?” . Po chwili już całkowicie zwątpiłam w
przejrzystość mojego umysłu. Z sali muzycznej przeszłyśmy do
salonu, gdzie zauważyłam dużą grupkę ludzi zebraną wokół
trójki facetów siedzących na kanapie.
- Mary, Sofio. Poznajcie
Thirty Seconds To Mars.
o kurwa! Zaczlam piszczec na projekcie edukacyjnym, wiesz?!
OdpowiedzUsuńPodoba mi sie pomysl, postac Emmy i Soff. NO I ZAKONCZENIE! Tak, to szczegolnie.
Czekam na wiecej,
xoxooo
haha! Cieszę się, że Ci się podoba :3 . Mam nadzieję, że mój "talnet" będzie trzymał formę jeszcze długo, bo mam zamiar napisać naprawdę fajne opo ;) . Tylko na razie bida z nędzą, jeżeli chodzi o grafikę, bo nie orientuję się na Bloggerze ;/
Usuń